Zgodnie z przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, wszelkie prawa do wszystkich fotografii na tym blogu są własnością autora.
Kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie jest ZABRONIONE!!!

sobota, 19 maja 2012

Ogród- po obu stronach okna...

Jeśli się nie ma domu z ogródkiem, trzeba to sobie rekompensować w inny, może trochę prowizoryczny sposób... 
Domu nie zastąpi nic, ale ogrodu... Można popróbować...

Tak się składa, że jestem szczęśliwą posiadaczką zarówno okna balkonowego, jak i okna w kuchni wychodzącego na balkon, dzięki czemu piękne widoki na balkonie mam cały czas w pola widzeniu- niezależnie, czy gotuję czy wyleguję się na sofie.
Ostatnio jednak czas nie pozwalał za bardzo na dekorację balkonu, która nadal trochę kuleje...
Ale dziś udało mi się kupić kilka kwiatów, a i te, posadzone dużo wcześniej, zaczynają w końcu pięknie rosnąć.
Jeszcze ze dwie wizyty na ryneczku i może będę już mogła pokazać balkon w całej okazałości.
Póki co, małe migawki z parapetu w kuchni i z parapetu na balkonie:


Główną dekorację na parapecie w kuchni stanowi materiałowa qra, która przyjechała do mnie razem z Ditą (z resztą, nie tylko ona, ale o tym kiedy indziej):





 

I od strony balkonu:


 


Lawendę posiałam... ale jestem niecierpliwa i dziś kupiłam "gotową":



Pozdrawiam serdecznie,
Sylwia

niedziela, 11 marca 2012

Kwiaty raz jeszcze...

Albo wiosna coś oporna w tym roku, albo mi czas zimowy wydaje się nieskończenie długi i stąd takie moje tęskne wyczekiwanie...
Chociaż pogoda już się zmienia, słoneczko przygrzewa, to są jeszcze dni, kiedy śnieg z deszczem sypie... wrrr...

Namiastkę wiosny mamy w domu i tylko ona podtrzymuje mnie na duchu;)
Jako, że pojawiają się już kwiaty, a i święta sprzyjające ich kupowaniu mieliśmy ostatnio dwa (Dzień Kobiet i nasza rocznica), pojawiło się ich trochę w naszym domu...


Taka moja mała "prywatna" wiosna...







 Pozdrawiam cieplutko,
Sylwia

czwartek, 23 lutego 2012

Time for... me:)

Zdarzają się takie chwile... są ulotne jak liście na wietrze, ale są... często "kradzione", często wyproszone ("kochanie, zabierz gdzieś dzieci"), ale są... takie moje...

To czas, kiedy w domu jest cicho (CISZA- pojęcie względne, od kiedy mam dzieci), niekoniecznie pusto,
jest przytulnie i ciepło, palą się świeczki, a ja zagłębiam się w mięciutkiej kanapie z filiżanką rozpuszczalnej kawy ze śmietanką w jednej ręce i dobrą książką (koniecznie thrillerem... ) w drugiej...

I wyłączam się dla całego świata...
To mój czas...

Do momentu, aż usłyszę głośne MAMO!!!!




Pozdrawiam cieplutko i wracam do czytania,
Sylwia
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...